Nazwijcie to spożywczą hipokryzją, logiką łasucha albo jak tam chcecie - ja to przesłanie kupuję w całości ;) Życzę słodkiego weekendu :)
17.1.14
15.1.14
NIE NA TEMAT I BEZ SENSU
Jestem zmęczona, bolą mnie od ślęczenia przed komputerem oczy, obawiam się, że mogę bredzić. Dziś aktualizując swoje potrfolio przypomniałam sobie, jak bardzo lubię limeryki. Krótkie absurdalne i groteskowe wierszyki zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój i nigdy nie mam ich dość. Kto też je lubi niech się częstuje - skrobnęłam kilka na okoliczność tego wpisu. Przy okazji pokazuję piękne szkło firmy Littala - kolekcja Alvar Aalto, która do limeryków ma się jak kwiatek do kożucha. Nie wiem czy wkładanie wierszyków i szklanych wazonów do jednego worka to dobry pomysł, ale cóż ... zaryzykuję.
13.1.14
COMING OUT
Proces ujawniania własnej tożsamości na blogu jest dla mnie trudny. Nie należę do osób, którym łatwo przychodzi pokazywanie siebie i swojego życia, zawsze bardzo ceniłam swoją prywatność. Przyszedł jednak moment, w którym postanowiłam trochę uchylić drzwiczki do mojego świata. Dlaczego? Z prostej przyczyny: z szacunku do Was. Trudno zmuszać czytającego, żeby w komentarzu zawsze zwracał się bezosobowo, albo pytał "Roomservice'a", gdzie kupił sukienkę ;) Dlatego dziś będzie trochę o mnie, nie za dużo, nie za mało, mam nadzieję, że w sam raz. Ps. Dodam jeszcze, że 36 to niestety nie rozmiar buta ;)
10.1.14
KUCHNIA
Lubie swoją kuchnię bo ma duże okno, przez które od rana wpada do środka mnóstwo światła, a ja bez niego nie potrafię żyć. Bo jest biała, trochę szara i bardzo trochę czarna. Lubie ją, bo jest mała i poręczna (no dobra jest za mała, wolałabym większą :). Lubię swój czarny dozownik na płyn do naczyń, który zrobiłam sama metodą patchworkową oraz trudny w czyszczeniu piekarnik, z którego wychodzą różne pachnące smakowitości . Cieszę się, że mam w kuchni ukochane długie zasłony, które nagminnie oblewam sokiem z cytryny. Lubię swój zlewozmywak za to, że jest ładny i woda się z niego nie chlapie i nawet wybaczam mu, że ma tylko jedną komorę. Lubię w tej kuchni gotować albo siedzieć sobie na krzesełku, popijać herbatkę i patrzyć jak słońce wlewa się przez okno i rozświetla te wszystkie biele i szarości. Tak, lubię swoją kuchnię :)
7.1.14
MYDŁO
To jest reklama. Dobrowolna, darmowa, subiektywna i szczera. Nie podszyta żadnymi finansowymi ani marketingowymi pobudkami, zupełnie osobista i wynikająca z chęci podzielenia się pewnym kosmetycznym odkryciem. Produkt: Szare mydło z Barwy. Testowane przeze mnie od dłuższego czasu (zużyłam x kostek). Zawinięte w bury papierek. Mało spektakularne, ubogie wizualnie, kompletnie niedesignerskie i do tego z nieciekawym zapaszkiem. Białe chociaż szare. Nie wypełnia zmarszczek, nie naprawia cellulitu, nie ujędrnia części ciała nadgryzionych zębem czasu. A działa tak, że wszystkie żele, mydła w płynie i inne nawet apteczne kosmetyki powinny schować się głęboko w szufladzie (i już stamtąd nie wychodzić). Kto jest alergikiem i na wszystkie kosmetyki reaguje przesuszeniem i podrażnieniem niech nie waha się go użyć! Kto ma skórę atopową lub kłopoty z trądzikiem niech też spróbuje. Fenomenalnie radzi sobie z każdym problemem, świetnie nadaje się do mycia twarzy i kosztuje grosze. Rekomendowane przez roomservice :)
5.1.14
LOŻA VIP
Szufladę ze sztućcami otwieram, jak każdy, codziennie. Wyciągam co tam potrzebuję i już. Dziś rano, gdy wykonywałam tę prozaiczną czynność po raz enty, rzuciłam okiem na tzw. "dział świąteczny". W tym dziale nie ma jakichś tam zwykłych, zarysowanych przez wredną zmywarkę łyżek, opalcowanych w tajemniczy sposób widelców czy pospolitych tępawych noży. To kuchenna loża specjalna, w której rezydują wyjątkowe rzeczy, używane w wyjątkowych sytuacjach. W tym roku sprawy potoczyły się tak, że wbrew wcześniejszym planom święta nie odbyły się u nas. Wszystkie te piękne sztućce i obrączki, które kompletowałam z zapałem i przejęciem nie ujrzały światła dziennego zza wigilijnego stołu. Nic straconego, pewnie jeszcze nie raz będę miała okazję uroczyście nakryć stół, a póki co daję im blogowe pięć minut :)
2.1.14
NOWOROCZNA DALEKOWZROCZNOŚĆ
Zastanawiałam się jaki ma być mój pierwszy noworoczny post i nic nie wymyśliłam. Nic wstrząsającego, odkrywczego ani szczególnie zabawnego. Chciałam opublikować listę postanowień, ale przypomniałam sobie, że nigdy takiej nie robię. Nie wierzę w jej cudowne właściwości. Jak coś mam zrobić to i tak zrobię, a jeśli brak mi na to odwagi czy motywacji to lista i tak guzik tu pomoże. Podsumowywanie i oficjalne zamykanie zeszłego roku to też kiepski pomysł. Na to, co będzie w 2014 wpływa to, co zdarzyło się w 2013. Życie to ciągły proces (taka mądrasińska uwaga;), więc po co szatkować czas. Nawet gdybym chciała, to nie zacznę nowego roku z czystą kartą, moje jestestwo jest wciąż "in progress". Gdy dziś rano wyjęłam z szafki rzadko używane okulary (na co dzień noszę soczewki), przyszło mi do głowy, że gdybym się mocniej skupiła i wytężyła wzrok zobaczyłabym, że życie jest fajne. Doceniłabym to, co mam i zamiast narzekać i marudzić pielęgnowałabym własne szczęście, bo jest co pielęgnować :) Życzę tej dalekowzroczności i ostrości widzenia Wam i sobie, na cały przyszły rok i na kolejne lata. Niech zawsze będzie "in progress" :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













