13.1.16

list otwarty (cz.2)

Kochany Mikołaju,
ponieważ jedyne listy jakie dostajesz to wish listy, a po pierwszej gwiazdce listonosz prawdopodobnie omija Cię szerokim łukiem, postanowiłam wykazać się odrobiną współczucia i zwykłego humanitaryzmu i skrobnąć do ciebie coś w styczniu. Święta upłynęły mi beztrosko i leniwie niczym nocne obrady sejmu. W końcu przeczytałam kompleks Portnoya (och boskie!) oraz norwegian wood (och też boskie!), a w przerwach między posiłkami uczestniczyłam w wielu bożonarodzeniowych tradycjach i aktywnych formach wypoczynku, takich jak leżenie na sofie albo krojenie ciasta. Nowy rok powitał mnie z hukiem, a sylwestra zaliczam do wyjątkowo udanych, pomimo nieobecności Beaty Kozidrak na krakowskim rynku. W kwestii prezentów też nie mam żadnych uwag, wszystko dokładnie tak, jak chciałam ;)) To by było na tyle, korzystając z okazji pragnę nadmienić, że pod koniec miesiąca mam urodziny.
Na koniec coś, co ostatnio dostałam w prezencie. klik




27.12.15

december

Bonjour everyone. Dziś trochę poświątecznej sztuki, w roli damy z łasicą - kot z fochem. Fotka jest z przedwczoraj, na sesję zimową zapraszam w kwietniu, czyli jak spadnie śnieg. Do usłyszenia!


16.12.15

good morning

roomservice o poranku, czyli świeżutki kadr z ul. Grodzkiej i pyszny kawałek do posłuchania. Miłego dnia. KLIK 
Ps. po latach dość oziębłych stosunków, między mną, a facebookiem, nadszedł czas odwilży. Można mnie za to zhejtować TUTAJ ;)

























14.12.15

niedziela


Krakowski Kazimierz. Cheder Cafe. Wieczór. Nie jakiś głęboki, taki w sam raz. Czarna herbata ze świeżą miętą  i cukrem najlepiej smakuje mi właśnie w takie niedziele jak ta, trochę zakurzone, wymemłane i rozlazłe. Zamykam oczy, bo chederowy sufit z czerwonej cegły przyjemnie wali mi się na głowę, wciska mnie w drewniane krzesełko i już nie chce mi się o niczym myśleć i niczym poruszać. Przede mną leżą „Księgi Jakubowe” - własność knajpy, czytam je na raty. Oprócz ksiąg moje oko rejestruje wymiętoloną chusteczkę higieniczną wielokrotnego użytku  i żenująco niedopasowanego do sytuacji Samsunga Galaxy w wysyfionym etui, mobilnego „misia na miarę naszych możliwości”. I czasów. A teraz bum - wchodzi klarnet. W klarnecie mieszka tęsknota, czuję ją  zawsze bardzo wyraźnie i zastanawiam się, czy jest tam wbudowana na stałe, czy powstaje tak sobie, ad hoc. Są ludzie szczególni, którzy wiedzą jak dobrać się do tej tęsknoty, jak dotrzeć z nią na samo dno duszy odbiorcy. Do takich niewątpliwie należy Paweł Szamburski. Ciemność za oknem roztapia się, opary dźwięków jak kurz miękko osiadają na historycznych meblach, a ja, w myślach, jak mantrę, powtarzam tylko jedno  - panie losie* spraw, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła.

* sformułowanie zapożyczone z zespołu Micromusic. Lubię je za pewną dozę nonszalancji i nienachalnego agnostycyzmu :).

fot. Paweł Szamburski by R. Pranagal źródło: klik

5.12.15

list otwarty


Kochany Mikołaju,
od kiedy skończyłam 18 lat, nie przynosisz mi już prezentów, i to mi się nie podoba. Od tego czasu pod  poduszką znajduję co najwyżej włos, i zaczynam się zastanawiać, czy to nie jakaś złośliwa aluzja. Musisz wiedzieć, że w tym roku byłam wyjątkowo grzeczna: rysowałam obrazki, pisałam wierszyki i bardzo ładne maile, robiłam różne sztuczki w photoshopie, nie wydawałam aż tak dużo na ciuchy i zawsze kasowałam bilet w autobusie. Czasem ten sam nawet dwa razy. Poza tym doprowadziłam swój angielski do takiej perfekcji, że mogę już oglądać Top Model. Mam oczywiście na sumieniu kilka grzeszków, jak np. nieustąpienie miejsca w tramwaju, czy brak konta na fejsie, ale jak mawiają niektórzy sędziowie TK - nobody is perfect. W związku z powyższym, chciałabym przywrócić porządek rzeczy, który za względu na moje dobre zachowanie wydaje mi się całkowicie uzasadniony, i prosić Cię Mikołaju o jakiś adekwatny prezent. Coś inteligentnego, dowcipnego, z polotem, nie dziecinnego i pasującego do moich 173 cm wzrostu. Np. piżamka ;)

27.11.15

newsletter


Co mnie obecnie zajmuje:
-  Polski Bus (chociaż wolałabym zagraniczny tramwaj). W Polskim Busie przebywam regularnie jak we własnej kuchni, a na trasie Kraków-Opole czuję się beztrosko, sielsko i swobodnie, czyli jak w domu.
- Poezja, głównie moja własna.
- Muzyka, głównie nie moja własna. Ale kocham jak własną (klik)
- Twarde i bezwzględne negocjacje z wydawnictwem, brzmi to mniej więcej tak: „oczywiście, jasne, dziękuję, super, bardzo się cieszę”.
- Pragnienie drastycznej i radykalnej zmiany fryzury. I tu uwzględniam dwie opcje: 1)  podcinam końcówki, 2) podcinam końcówki. Wciąż się waham…
- Gluten i sacharoza jako konstytutywne determinanty procesów hipersomnicznych (czyt. wpierniczam za dużo bułek z Nutellą, potem nic mi się nie chce i trzeba coś z tym zrobić).
- Smog, święta, prezenty, serniki i takie tam. Z naciskiem na takie tam.