11.2.16
5.2.16
zielone winogrona
Już za chwileczkę, już za momencik z nieba posypie się brokat, a ulice zatoną w bezwstydnie ohydnym różu. A szkoda. Miłość jest piękna jeśli oprawić ją w proste, szlachetne ramy. Nie chcę bić piany i męczyć blogowej buły, bo o swoim podejściu do walentynkowego anturażu pisałam już nie raz (a może jednak raz?), tak czy siak nie mogę się powstrzymać, żeby nie zahaczyć o temat. Do Walentynek jeszcze sporo czasu, ale 14 lutego mnie nie będzie. Zamknę się w szafie, żeby nie oszaleć. Zamiast demonicznych misiów i plastikowych dowodów miłości za 2,50 sugeruję nową tradycję, taką zwykłą i kompletnie nie na miarę naszych czasów. Rozmowy do rana, wspólne jedzenie zielonych winogron i bezpretensjonalną czułość. I dużo pięknej muzyki w tle. KLIK
![]() |
| źródło: silver-blonde.tumblr.com |
13.1.16
list otwarty (cz.2)
Kochany Mikołaju,
ponieważ jedyne listy jakie dostajesz to wish listy, a po pierwszej gwiazdce listonosz prawdopodobnie omija Cię szerokim łukiem, postanowiłam wykazać się odrobiną współczucia i zwykłego humanitaryzmu i skrobnąć do ciebie coś w styczniu. Święta upłynęły mi beztrosko i leniwie niczym nocne obrady sejmu. W końcu przeczytałam kompleks Portnoya (och boskie!) oraz norwegian wood (och też boskie!), a w przerwach między posiłkami uczestniczyłam w wielu bożonarodzeniowych tradycjach i aktywnych formach wypoczynku, takich jak leżenie na sofie albo krojenie ciasta. Nowy rok powitał mnie z hukiem, a sylwestra zaliczam do wyjątkowo udanych, pomimo nieobecności Beaty Kozidrak na krakowskim rynku. W kwestii prezentów też nie mam żadnych uwag, wszystko dokładnie tak, jak chciałam ;)) To by było na tyle, korzystając z okazji pragnę nadmienić, że pod koniec miesiąca mam urodziny.
Na koniec coś, co ostatnio dostałam w prezencie. klik
ponieważ jedyne listy jakie dostajesz to wish listy, a po pierwszej gwiazdce listonosz prawdopodobnie omija Cię szerokim łukiem, postanowiłam wykazać się odrobiną współczucia i zwykłego humanitaryzmu i skrobnąć do ciebie coś w styczniu. Święta upłynęły mi beztrosko i leniwie niczym nocne obrady sejmu. W końcu przeczytałam kompleks Portnoya (och boskie!) oraz norwegian wood (och też boskie!), a w przerwach między posiłkami uczestniczyłam w wielu bożonarodzeniowych tradycjach i aktywnych formach wypoczynku, takich jak leżenie na sofie albo krojenie ciasta. Nowy rok powitał mnie z hukiem, a sylwestra zaliczam do wyjątkowo udanych, pomimo nieobecności Beaty Kozidrak na krakowskim rynku. W kwestii prezentów też nie mam żadnych uwag, wszystko dokładnie tak, jak chciałam ;)) To by było na tyle, korzystając z okazji pragnę nadmienić, że pod koniec miesiąca mam urodziny.
Na koniec coś, co ostatnio dostałam w prezencie. klik
27.12.15
december
Bonjour everyone. Dziś trochę poświątecznej sztuki, w roli damy z łasicą - kot z fochem. Fotka jest z przedwczoraj, na sesję zimową zapraszam w kwietniu, czyli jak spadnie śnieg. Do usłyszenia!
16.12.15
good morning
14.12.15
niedziela
Krakowski Kazimierz. Cheder Cafe. Wieczór. Nie jakiś głęboki, taki w sam raz. Czarna herbata ze świeżą miętą i cukrem najlepiej smakuje mi właśnie w takie niedziele jak ta, trochę zakurzone, wymemłane i rozlazłe. Zamykam oczy, bo chederowy sufit z czerwonej cegły przyjemnie wali mi się na głowę, wciska mnie w drewniane krzesełko i już nie chce mi się o niczym myśleć i niczym poruszać. Przede mną leżą „Księgi Jakubowe” - własność knajpy, czytam je na raty. Oprócz ksiąg moje oko rejestruje wymiętoloną chusteczkę higieniczną wielokrotnego użytku i żenująco niedopasowanego do sytuacji Samsunga Galaxy w wysyfionym etui, mobilnego „misia na miarę naszych możliwości”. I czasów. A teraz bum - wchodzi klarnet. W klarnecie mieszka tęsknota, czuję ją zawsze bardzo wyraźnie i zastanawiam się, czy jest tam wbudowana na stałe, czy powstaje tak sobie, ad hoc. Są ludzie szczególni, którzy wiedzą jak dobrać się do tej tęsknoty, jak dotrzeć z nią na samo dno duszy odbiorcy. Do takich niewątpliwie należy Paweł Szamburski. Ciemność za oknem roztapia się, opary dźwięków jak kurz miękko osiadają na historycznych meblach, a ja, w myślach, jak mantrę, powtarzam tylko jedno - panie losie* spraw, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła.
* sformułowanie zapożyczone z zespołu Micromusic. Lubię je za pewną dozę
nonszalancji i nienachalnego agnostycyzmu :).
![]() |
| fot. Paweł Szamburski by R. Pranagal źródło: klik |
8.12.15
Subskrybuj:
Posty (Atom)








