Brakuje mi słów. Rzadko się zdarza, a jednak ;) Złapałam mroczny klimat, co oznacza chwilową nadwrażliwość na dźwięk i obraz i poczucie, że cokolwiek napiszę zburzy to "coś". Postaram się jednak, tym razem spróbuję coś napisać, bo zostawianie czytelnika samego sobie w tej bardzo osobistej atmosferze bez słów wyjaśnienia może spowodować pewną dezorientację. I mam wrażenie, że zazwyczaj powoduje, kilka milczących postów mam już na swoim koncie ;) A nie o to chodzi. Ja go zresztą bardzo lubię. Ten wewnętrzny zmierzch. Po zmroku wyostrzają się zmysły, więcej słyszę, więcej dostrzegam, wtedy powstają najlepsze rzeczy. Tak mam. Nie mówię o kiepskim nastroju, depresji, dole, bo to inna bajka, choć jakichś tam podobieństw można by się pewnie doszukać. Chłonę czerń i jest mi dobrze. Zostawiam Was w moim mroku z szorstkim głosem zatopionym w cudownych smyczkach. Mogę tego słuchać godzinami. I słucham. Dziękuję Ci PZU ;)
listen to me (KLIK)
15.9.14
10.9.14
nice day
Słowo pisane, chociaż niewątpliwie ma swoje zalety potrzebuje obrazka - takie są blogowe zasady. I dobrze, bo ja uwielbiam robić zdjęcia. Lubię je też edytować, tak, przyznaję się bez bicia. Uważam, że photoshop to świetna sprawa, pod warunkiem, że się go używa z głową. Bez brutalnej ingerencji w rzeczywistość. Bez sztucznego wygładzania i tandetnego oszukiwania. To genialne narzędzie, bo pozwala intensywniej wydobyć z chwili wszystko to, co się czuje i widzi stojąc po drugiej stronie obiektywu. Głębię, delikatność, intensywność. Kilka kadrów, które widać poniżej to moja pierwsza "żywa" sesja. Żywa czyli na organizmie ludzkim o imieniu Ewa :) Miało być jedno zdjęcie na okładkę książki, którą Ewa właśnie napisała, skończyło się na całej serii fotek. Od razu pozbyłyśmy się wzorzystych ubrań i ozdób, które modelka miała na sobie wcześniej, a rozwichrzony włos i prosta czarna marynarka, do których się ograniczyła stylizacja, stworzyły minimalistyczny i androgyniczny wizerunek, który podkreśla urodę Ewy. Bawiłyśmy się świetnie i nawet mi nie przeszkadzało to, co zazwyczaj mi przeszkadza, czyli marna jakość mojego aparatu :) Kiedyś w końcu sprawię sobie "ten właściwy", teraz cieszę się tym co mam i tym, jak mogę to wykorzystać. Bo najważniejsza jest pasja (i dobra zabawa ;)).
zdjęcia publikuję za zgodą modelki.
![]() |
| stylizacja: kasia zdjęcia: kasia modelka: ewa w pozostałych rolach: ceglana ściana |
4.9.14
róż
Tej jesieni dobrze postawić na róż. Brudny, wyblakły, blady, pudrowy. Tak w każdym razie przekonują projektanci. W kwestii kolorów żadna ze mnie specjalistka, no cóż przyznaję szczerze - odzieżowo i wnętrzarsko jestem stonowana i monochromatyczna do bólu. Ale ten kolorystyczny trend jest fajny. Raz, że przełamuje stereotypowe postrzeganie tej barwy jako nadającej się do noszenia wyłącznie wiosną i latem (w jesienno-zimowej odsłonie połączony z ciężkimi tkaninami i skórą może dawać bardzo ciekawe efekty), dwa, że mam już w szafie kilka bladawców, więc nie muszę się jakoś specjalnie napinać i biegać po sklepach w poszukiwaniu obowiązującego nurtu (i straconego czasu ;). Poza tym brudny róż mi się najzwyczajniej w świecie podoba. Pewnie dlatego, że jest brudny. Czystego nie znoszę, za zbyt jawny infantylizm :) Wygrzebałam z szafy cienką bluzkę bez rękawów, jesienią mogę ją założyć pod wielki sweter i będzie git. Bladoróżowe paznokcie i takiż sam cień do powiek, które i tak na co dzień noszę, bez względu na to czy jest trend czy go nie ma, wystarczą za resztę. Co za dużo, to niezdrowo. I już. Nawet jeśli to brudny róż ;)
3.9.14
30.8.14
wish list
Jesień kusi. Za oknem plus dwadzieścia, a ja myślami błądzę pośród brunatnoczerwonych liści ... Za szybko? Może. Ale kiedy jak nie teraz? Wrzesień to dobra pora na robienie słoików i jesiennych planów. Zgodnie z blogową tradycją przedstawiam zatem wish list - roomservice'owy wykaz ulubionych trendów na nadchodzący sezon.
1. OPTYMIZM. działa jak dobre kalosze. Nie przepuszcza błocka. Takie emocjonalne Huntery najlepiej sprawić sobie już na początku sezonu. Biorę od razu dwie pary.
2. CIERPLIWOŚĆ. jest jak najnowsza kolekcja Stelli McCartney - poza moim zasięgiem ;)
3. PASJA. niech rozgrzewa jak gruby wełniany sweter. Najlepiej w wersji oversize, po co się ograniczać :)
4. LUDZIE. ci wyjątkowi są jak dobre workery. Będą z tobą długie lata i wystarczy ci jedna para. Warto zainwestować.
5. MARZENIA. jak porządne jeansy. Da się bez nich żyć, tylko co to za życie? ... ;)
Na razie tyle. To mój mentalny basic. Będę uzupełniała na bieżąco, bo pewnie pojawią się jeszcze jakieś kuszące dodatki ;)
1. OPTYMIZM. działa jak dobre kalosze. Nie przepuszcza błocka. Takie emocjonalne Huntery najlepiej sprawić sobie już na początku sezonu. Biorę od razu dwie pary.
2. CIERPLIWOŚĆ. jest jak najnowsza kolekcja Stelli McCartney - poza moim zasięgiem ;)
3. PASJA. niech rozgrzewa jak gruby wełniany sweter. Najlepiej w wersji oversize, po co się ograniczać :)
4. LUDZIE. ci wyjątkowi są jak dobre workery. Będą z tobą długie lata i wystarczy ci jedna para. Warto zainwestować.
5. MARZENIA. jak porządne jeansy. Da się bez nich żyć, tylko co to za życie? ... ;)
Na razie tyle. To mój mentalny basic. Będę uzupełniała na bieżąco, bo pewnie pojawią się jeszcze jakieś kuszące dodatki ;)
26.8.14
ciepłe kluchy
Dopadły mnie ciepłe kluchy. Na talerzu i poza nim. Gotuję zupy, robię makarony, piekę jagodowe muffinki, po wielu dniach odżywiania się głównie czereśniami i zimną herbatą zrobiłam się w końcu głodna. Pragnę mięcha i pizzy ze szpinakiem, tęsknię za ostrym smakiem chili cayenne i za kaloryczną słodką chałwą z bakaliami. Wskoczyłam w ciepły dres, kwiaty z balkonu wniosłam do mieszkania i nic mi się nie chce. Przyszła jesień. Lubię tę porę roku mimo krótkich dni, chłodnych poranków i wyraźnej mgiełki melancholii unoszącej się w powietrzu. Znowu będą parasole i kasztany, znowu spadną liście, znowu z przyjemnością włożę ulubione buty, owinę się w grubaśne wełniane swetrzysko i pójdę do kina. Olej kokosowy znowu zmieni stan skupienia, a ja lekki fluid zamienię na tłusty krem. "Dzienniki" Agnieszki Osieckiej czekały na tę chwilę razem ze mną, teraz przyszła na nie odpowiednia pora. Myślę o tym co jeszcze przyniesie jesień, co się zmieni, a co zostanie takie jakie jest i zacieram ręce. Nie, nie z zimna, z ciekawości :)
16.8.14
alive
Wyrosłam na grunge'u. To on zaraz po Czarnobylu i metce* ukształtował moje dzisiejsze ja, w nim tkwią moje najpiękniejsze wspomnienia i muzyczne korzenie. Właśnie mija jakieś dziewiętnaście lat, od kiedy pierwszy raz usłyszałam Hunger Strike. Nikt już nie nosi flanelowych koszul w kratę, MTV trudno nazwać stacją muzyczną, cudowne koncerty w akustycznej wersji unplugged lat 90'tych są niestety tylko wspomnieniem, a Eddie Vedder dawno przestał być dla mnie ideałem mężczyzny :) No cóż ... grunge i tak mam we krwi. I nie chodzi o tłuste włosy i dziurawe dżinsy (choć też mi się zdarza :), ale o mały zalążek buntu, wewnętrznego sprzeciwu wobec tego co robaczywe i zgniłe. Nie cofnę czasu, nie usłyszę ponownie charczącej wersji Alive z kaseciaka, nie wzruszę się do łez znajdując pod choinką upragnione czarne pudełeczko z napisem "Vitalogy". Niektóre muzyczne wspomnienia się rozpadły, inne odeszły na zawsze, ale mała buntownicza roślinka co jakiś czas wypuszcza nowe listki i wskazuje właściwą drogę. Trzeba się tylko wsłuchać ... (klik)
*metka - paskudna w smaku i obleśna w konsystencji mielonka, serwowana dawno temu dzieciom w przedszkolu :)
*metka - paskudna w smaku i obleśna w konsystencji mielonka, serwowana dawno temu dzieciom w przedszkolu :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.jpg)




