Projekt Le wydrukowany i oprawiony w ramkę. Kurczak skubie sobie trawkę (a konkretnie rozmaryn) i chociaż sadness to sadness, więc można by go podejrzewać o kurzą deprechę i drobiowy bezsens życia, to jednak prezentuje się całkiem przyjemnie i wesoło. No, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. I nie tylko w odniesieniu do Le. Tak w ogóle zdaje mi się, że rzeczy nie są takie, jakie są, ale takie, jakimi je widzimy. Banał, frazes, może ... Ale jeśli to, co jeszcze wczoraj wydawało mi się przysłowiową czarną dziurą (wersja poprawna politycznie ;)) bez wyjścia, dziś postrzegam jako wyzwanie (do tego nawet przyjemne), to banał przestaje być banałem. Nic się nie zmieniło, ten sam stół, ta sama szklanka, tyle że wczoraj od połowy pusta, dziś do połowy pełna. Zabawne nie? Wystarczyła rozmowa, mała zmiana perspektywy i czary mary, świat zrobił się różowy. No prawie, wiadomo, że róż dla równowagi potrzebuje szarości ;) Podoba mi się doświadczanie tego na własnej skórze, zastanawiam się czy da się regularnie ćwiczyć wzrok w dostrzeganiu nowych punktów widzenia, bo jeśli tak to na pewno się zapiszę :). Środy i piątki joga, poniedziałki widzenie rzeczy inaczej ;) Ktoś się przyłącza? ;)



Ps. Wróciła taca. Tutaj również nastąpiła zmiana punktu widzenia i po okresie tacowego buntu wracam do korzeni. Room service to room service, nic nie odda tego lepiej :) Przy okazji zmieniłam też czcionkę, delikatniejsze i bardziej okrągłe literki wydawały mi się lepiej wpisywać w całokształt. Poza tym hmmm może po prostu złagodniałam? :) Mam nadzieję, że to dobry wybór i oko Czytelnika nie odczuje żadnego dyskomfortu.