25.6.14

NOWE SZATY CESARZA

Emma Watson radzi, by nie czuć się stupid jak coś nam nie siada, a inni się zachwycają. Łatwo powiedzieć... Gdyby Emma znalazła się w równie dyskomfortowej sytuacji jak ja, na bank ugryzłaby się w język. Ale od początku: Opowieści o dalekich podróżach Sir'a Serge'a Lutensa (to taki pan od perfum, który jeździł po świecie i zbierał rzadkie gatunki roślin, a potem preparował z nich niepowtarzalne zapachy) od jakiegoś czasu obijały mi się o uszy i coraz mocniej łechtały moją konsumencką próżność. No bo kto nie chciałby pachnieć rzadkim okazem "inspirowanym sztuką bursztynu, którą Serge Lutens otrzymał w prezencie podczas swojej pierwszej podróży do Maroko, w 1968 roku. Latami bursztyn krył swoje uroki w kuferku, z czasem surowce nasączały się nawzajem, mieszając ze sobą aromaty ... Tak powstał Ambre Sultan, kwintesencja ambry, jakiej do tej pory nie znaliśmy" (źródło: moncredo.pl). Pomyślałam sobie -"wow", muszę spróbować, bo opis kuszący, poza tym jeszcze nigdy nie pachniałam kuferkiem. Znalazłam odpowiednią perfumerię i poszłam wąchać. W tym momencie zaczyna się obciach, bo jak mam się przyznać, że wg mnie perfumy niszowe to nabijanie w butelkę za wielką kasę, napędzane blogosferą i kobiecą prasą? Czy ktoś jeszcze dostrzega, że cesarz chodzi nagi i oprócz kwiecistych opisów, obietnic wyjątkowości i ładnych flakonów (naprawdę ładnych:) nic nie ma w środku ? Nie mówię o kompozycjach zapachowych, bo to sprawa indywidualna, zresztą niektóre naprawdę mi się podobają, chodzi o sposób w jaki każda niszówka* rozkłada się na ciele czy papierku - a robi to w sposób płaski, jednowymiarowy i tandetny. Nawet te z początku intrygujące po godzinie schodzą do poziomu cifu, spożywczej waniliny albo oleju kokosowego (testowałam też markę Diptyque, Etat Libre D'orange, Escentric Molecules i jeszcze kilka innych). No cóż .... dla mnie kuferek okazał się pusty, a podróżnicze wysiłki Serge'a Lutensa zbyteczne, ale będę szukać dalej, tym razem w do bólu komercyjnej ale na pewno tańszej Sephorze ;) 

 * Żeby nie być posądzonym o zbytnie generalizowanie i wrzucanie wszystkiego do jednego wora, autor tekstu przyznaje, że perfumy marki Commes Des Garcons określane również jako niszowe, rozkładają się na skórze tak, jak rozkładać się powinny, czyli pięknie i wielowymiarowo. Żadna to jednak pociecha dla autora, bo te wonie są typowo męskie :).




18 komentarzy:

  1. Rozumiem doskonale i wcale mnie nie lechca wszelkie proby marketingowcow a wcale... Tzn.wyprobowac i tak musze na sobie - czyt.nie tylko psiuknac w sklepie ale wrocic do domu, poprzebywac z nimi kilka godzin i ewentualnie wrocic po nie nastepnego dnia... Tak bylo ostatnio z mint - toni gard - wrocilam i jestem zadowolona. A co tam pani dzialala z bulka tarta, ha?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marketingowcy spisali sie na medal, gdyby jeszcze zapach byl na tym samym poziomie byłoby git :)) bułka tarta + ciekęce b/k może oznaczać tylko jedno - pyszne pulpety. I oznacza :)) Buziak !

      Usuń
  2. Tak! Mam to samo! Podchodziłam do tematu kilka razy. Wąchałam, starałam się siebie samą przekonać, że naprawdę podoba mi się. Niestety, prócz jak sama przyznajesz, pięknych flakonów, wspaniale prezentujących się na półce i zdjęciach :-))), nic mnie nie przekonuje. A 600-700 zł za ładne opakowanie to jednak trochę za dużo. Dlatego pozostanę przy moim chloe :-)))
    podoba mi się paragon: cielęce b/k, mistrz :-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff, już myślałam ze tylko ja mam z tym problem i jestem jakaś ignorantką alboco ... ;)) Buteleczki są piękne i na pewno bosko prezentowałaby sie na blogu ;), ale to tyle jeśli chodzi o mocne strony Pana Lutensa. Tez na początku próbowałam się trochę przekonywać, ale smrodek to smrodek i nie pomoże żadna chęć posiadania :)) A cielęce bez kości kocham miłością pulpetową :) Ściskam mocno Asiu :)

      Usuń
  3. a może cielęce pokropić kropelką Lutensa? - wszakże nie tylko smak byłby pulpetowy ale zapach prosto z kuferka! Wybaczcie mi ale mam dziś jakiś świrowaty dzień i sobie pozwalam a co!
    ja pozostaję wierna i ciągle powracam do Noa Cacharel - to po prostu mój zapach i żaden inny go jeszcze nie pobił. pzdr Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. He he no to koleżanka wymyśliła! :))) Swoją drogą niszowe perfumy szczycą się składnikami oryginalnymi (żeby nie powiedzieć dziwnymi) jak np. Smoła, kościelne kadzidło, kurz itp. więc czemu nie dodać do tego aromatu świeżej cielęcinki b/k :)) Ściskam!! Ps. Ja natomiast ewidentnie mam dziś tendencję do ściskania i rozdawania buziaków ale co tam, mam nadzieję ze zostaną ciepło przyjęte :)

      Usuń
    2. zostały bardzoooo ciepło przyjętę:)

      Usuń
  4. Dla mnie największym smrodem na świecie jest Chanel nr 5. Nie ma absolutnie takiej możliwości, żebym wlała na siebie chociaż tego kroplę. Nie przekona mnie żaden Brad Pitt w reklamie, Marylin Monroe śpiąca tylko w tych perfumach i Jolanta Kwaśniewska z zapewnieniami, że to klasyczny, ponadczasowy zapach. Z drugiej strony ja używam perfum, od lat tych samych, ciężkich i charakterystycznych, po których to zapachu ludzie w pracy poznawali, że właśnie wyszłam z windy. Panie w perfumerii mówią, że ten zapach wielu osobom po prostu śmierdzi. Ale go uwielbiam! Tak jak zapach rozgrzanych w pełnym słońcu torów kolejowych i wiesz...pójdę powąchać tego Ambre Sultan :-) Jejku, jak ja lubię tu zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca i od Twoich słów cudownie łechtających moją blogową próżność (no co każdy bloger (każdy człowiek:)) lubi miłe słowa nie?:) Zaglądaj jak najcześciej! Co do chanel 5 jeszcze do niedawna zgodzilabym sie z Tobą w 100 procentach bo ten zapach mnie odrzucał i w sumie nadal tak jest, tyle ze spodobał mi się coco noir ... Nie wiem co z tym począć bo jak to ja i chanel? Ale nos nie sługa i chodzę koło niego i aż sie boję jak to się skończy ;) Ma więcej nut korzennych i kadzidlanych niż piątka (która ich wcale nie ma ;) wiec pocieszam sie ze może jednak nie zwariowałam na starość ;) A co do Lutensa - ostrzegam ze zapach nie ma nic wspólnego z baśniowym opisem, kuferka nie uświadczysz ;)) Buziak wielki aromatyczna kobieto :)

      Usuń
  5. kufer powiadasz, hmm jak kufer to... naftalina! więc nic dziwnego, że nie nęci miło powonienia ;-) U moich rodziców stoją po dziadkach przepiękne kufry -piękne, wiekowe, pokryte patyną, nadgryzione zębem czasu i zapewne kornikami ;-) a w środku uchhhh mól nie siada hehe ;-)
    I ja jak Kavka jestem fanką Chloe i dior'owego j'adore - no kocham od pierwszego niuchnięcia. Tak, sandałowo-piżmowe klimaty to zdecydowanie moje klimaty.
    Uściski przesyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serge Lutens strzeliłby teraz prawdopodobnie focha :)) tyle zachodu, a tu mu jakieś baby z Polski z cielęciną i naftaliną wyjeżdżają ;)) He he ja się w każdym razie mocno ubawiłam tą naftaliną :) Uściski wielkie plus całus ogromny (bo ja dziś szczodra jakaś jestem:)))

      Usuń
  6. Nie, nie, nie nieee, nie nie, nie. Wąchałam i nie. Ale co ja się znam, skoro spryskana sieciówkowym żygadłem :) Nic się nie znam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie kto się zna ... bo ci co podziwiają cesarskie szaty raczej nie, no chyba ze pracują w marketingu ;) Pozdrawiam Joasiu :)

      Usuń
  7. Jest takie niecenzuralne okreslenie, ze ktos cos robi wyzej niz ma...i tak niestety czesto bywa:) a zapachy trzeba wybierac w zgodzie z nosem. I juz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dokładnie tak :) Przerost formy nad treścią, a nos i tak wyczuje sciemę :) buziak

      Usuń
  8. Nie znam tych produktów, ale z taką "dorabianą ideologią" można się zetknąć na różnych obszarach...Dodam jeszcze, że paragonowe serduszko jest niezłe:-) oczywiście też nie powstrzymałam się by nie zapoznać się z jego treścią :-) A.

    OdpowiedzUsuń