5.12.15

list otwarty


Kochany Mikołaju,
od kiedy skończyłam 18 lat, nie przynosisz mi już prezentów, i to mi się nie podoba. Od tego czasu pod  poduszką znajduję co najwyżej włos, i zaczynam się zastanawiać, czy to nie jakaś złośliwa aluzja. Musisz wiedzieć, że w tym roku byłam wyjątkowo grzeczna: rysowałam obrazki, pisałam wierszyki i bardzo ładne maile, robiłam różne sztuczki w photoshopie, nie wydawałam aż tak dużo na ciuchy i zawsze kasowałam bilet w autobusie. Czasem ten sam nawet dwa razy. Poza tym doprowadziłam swój angielski do takiej perfekcji, że mogę już oglądać Top Model. Mam oczywiście na sumieniu kilka grzeszków, jak np. nieustąpienie miejsca w tramwaju, czy brak konta na fejsie, ale jak mawiają niektórzy sędziowie TK - nobody is perfect. W związku z powyższym, chciałabym przywrócić porządek rzeczy, który za względu na moje dobre zachowanie wydaje mi się całkowicie uzasadniony, i prosić Cię Mikołaju o jakiś adekwatny prezent. Coś inteligentnego, dowcipnego, z polotem, nie dziecinnego i pasującego do moich 173 cm wzrostu. Np. piżamka ;)

27.11.15

newsletter


Co mnie obecnie zajmuje:
-  Polski Bus (chociaż wolałabym zagraniczny tramwaj). W Polskim Busie przebywam regularnie jak we własnej kuchni, a na trasie Kraków-Opole czuję się beztrosko, sielsko i swobodnie, czyli jak w domu.
- Poezja, głównie moja własna.
- Muzyka, głównie nie moja własna. Ale kocham jak własną (klik)
- Twarde i bezwzględne negocjacje z wydawnictwem, brzmi to mniej więcej tak: „oczywiście, jasne, dziękuję, super, bardzo się cieszę”.
- Pragnienie drastycznej i radykalnej zmiany fryzury. I tu uwzględniam dwie opcje: 1)  podcinam końcówki, 2) podcinam końcówki. Wciąż się waham…
- Gluten i sacharoza jako konstytutywne determinanty procesów hipersomnicznych (czyt. wpierniczam za dużo bułek z Nutellą, potem nic mi się nie chce i trzeba coś z tym zrobić).
- Smog, święta, prezenty, serniki i takie tam. Z naciskiem na takie tam.



20.11.15

jesienna lekcja stylu

1. dopasuj kolor swoich ubrań do barw, które obecnie dominują w przyrodzie. Polecany zestaw: szare spodnie, szary sweter, szara kurtka.
2. postaw na strój wieczorowy. Dzień trwa trzy godziny, więc szkoda zachodu.
3. zadbaj o to, by twój posiłek o tej porze roku był szczególnie estetyczny. Pożerając w rozpaczy kolejny słoik Nutelli, użyj posrebrzanej łyżeczki, najlepiej z okresu Księstwa Warszawskiego.
4. postaw na klasykę. Mała czarna o poranku sprawi, że nie padniesz ze zmęczenia, zanim dotrzesz na przystanek.  
5. noś markowe szpilki. Albo przynajmniej reklamówkę z napisem Ryłko.
6. postaw na eklektyzm. Zaserwuj sobie gripex hot active w filiżance z miśnieńskiej porcelany. 

Tak, czasami też mam dość jesieni. 


13.11.15

nastrojowy wiersz o przemijaniu


Oto wiersz o pewnym jeżu,
który mieszkał w Sandomierzu.
Jeż na co dzień był luzakiem,
jeździł żółtym cadillakiem,
miał w garażu dwa merolce
i na żel układał kolce.
Jeż uwielbiał swoje ciało
i ogromnie mu schlebiało,
gdy nocami, w łożu z gąbki,
demonstrował pannom pompki.
Jeż był w środku strasznie płaski,
o czym nie wiedziały laski,
ale bywał bardzo czuły,
a poza tym miał muskuły.
Jeż pracował w korporacji
w dziale ważnych informacji,
wieczorami chodził w miasto
albo jadł mrożone ciasto.
Jeż uwielbiał mocne kino,
choć nie czaił Tarantino.
Wolał raczej "Psy" (bez smyczy)
niż konwencję Guy'a Ritchie.
Jeż zazwyczaj był rozmowny,
choć w wyrazie powierzchowny,
lubił wkurwić się soczyście,
gdy na grzbiet mu spadły liście.
Jeż o śmierci marzył skrycie,
bo go uwierało życie,
czuł, że jest wewnętrznie płaski,
a miał dość noszenia maski.
Postanowił skończyć z życiem,
by to zrobić należycie,
wdrapał się na własne ego,
aby w przepaść skoczyć z niego.
Fakt istotny - ego jeża,
było wielkie niczym wieża.
Teraz puenta dla narodu:
jeż spadając umarł … z głodu.

Posłowie:
Jeż ostatecznie przeżył, a po 20 godzinach przymusowego coachingu zgłosił się do TVN, gdzie wyprowadzili go na ludzi. Po wizycie w centrum dermatologii estetycznej, trwałej ondulacji u Leszka Czajki i kursie czaczy stał się pełnowartościowym obywatelem, tak że ogólnie nie miał już sobie nic do zarzucenia.  
Ps. pozdrawiam P, którego długi i nużący mail ;) stał się inspiracją do ostatnich strof tego wiersza.
Adieu

11.11.15

ojej już listopad ...

Wypoczęta i świeżutka jak czteropak Lenora robię przerwę w milczeniu. A już w następnym odcinku nastrojowy wiersz o histerycznym jeżu, serdecznie zapraszam.




9.9.15

good night

Uśmiecham się patrząc przez brudną szybę na wypaćkany świat. Pierzaste myśli obsiadają mnie jak stado niecierpliwych mew, jesień wychodzi z zakamarków i pachnie jakoś  inaczej - ciepłym wilgotnym piaskiem. Dziś bardziej niż kiedykolwiek czuję, że słowa nie są ważne. To, co najpiękniejsze odnalazłam pomiędzy nimi. Tym osobistym postem kończę na jakiś czas blogowanie. Do zobaczenia. Albo usłyszenia.

7.9.15

post ghost

Są takie posty, które istnieją, choć nie da się ich napisać. Dzisiejszy właśnie z tych. Słowa grzęzną na dnie głowy i nie mogę ich za cholerę niczym wydłubać. Poczekam aż same powyłażą, do tego czasu posłucham sobie pewnego smutnego chłopca z zimnych krajów, który pięknie układa nutki. Klik Słowa to tylko słowa, poza tym i tak "I know nothing about everything"*.
Na obrazku posągowa piękność z Chin, zamysł foto był artystyczny, ale chyba powiało makabrą ... Zakładając, że twórczość (w tym fotografia) jest wyrazem nieuświadomionych treści psychicznych, nie powinnam się chyba publicznie obnosić z tym zdjęciem ;)

*cytat z brata (durne maile nocą :)