* kiepskie selfie też ;)
20.11.14
autumn (part two)
Nigdy nie ukrywałam, że lubię jesień. Jest nieoczywista i może to ujmuje mnie w niej najbardziej. Ta mglistość pociąga mnie zresztą w każdej dziedzinie. W obrazie, dźwięku, w słowach i w ludziach. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę dlaczego. Bo "beautiful things don't ask for attention". Pozostawiam zatem dzisiejszy wpis bez zbędnych słów. Nie proszę o uwagę, nie oczekuję poklasku, mam nadzieję, że jesienne emocje obronią się same*. KLIK
* kiepskie selfie też ;)
* kiepskie selfie też ;)
13.11.14
creme de la creme
Jeśli ktoś
powierzchownie jest chudy, to nie padnie, no chyba że z nudy. Jeśli jednak wewnętrznie jest wiotki, to należy przedsięwziąć już środki. Taka konkluzja nasunęła mi się po dzisiejszych spontanicznych zakupach odzieżowych, które przydarzyły mi się wbrew mojej woli i wrednie nadwyrężyły budżet. Cóż, bywa ... Tyle tytułem wstępu nie na temat, bo dziś chciałam napisać o świątecznych prezentach i zgodnie z blogową tradycją przedstawić swoją wish list. Kupowanie prezentów bliskim to trudna kwestia, co kraj to obyczaj, co rodzina to taktyka . My testowaliśmy kilka metod, z których żadna nie okazała się w pełni satysfakcjonująca. Przeprowadziliśmy akcję "prezenty do 10 zł" (porzuciliśmy świąteczny materializm na rzecz czystej idei dawania, ale po drapaczce do włosów za 6,60 skończyły nam się pomysły na dowody pamięci), była również metoda przez zaskoczenie (niestety nie sprecyzowaliśmy o jaki rodzaj zaskoczenia chodzi), zdarzyło się też robić prezenty zbiorowe (nie polecam krewnym leni, bo jednym kompletem sztućców można załatwić całą wielopokoleniową rodzinę). W tym roku zasady są proste, kto chce robić wish list ten robi, kto nie chce ten nie robi, stawiamy na jakość, ograniczamy ilość, liczymy na bliskość. Na własne potrzeby podchoinkowe stworzyłam idealnie wyważoną kompozycję złożoną ze świeżo pokochanego przeze mnie Junga (miłość nastąpiła po lekturze "Życia symbolicznego"), nieznanej mi dotąd ale bardzo polecanej autorki nieco kontrowersyjnych komiksów o zabarwieniu psychologicznym (dzięki Diana:) oraz czystych ekstraktów roślinnych od Calrinsa, wszystko w myśl zasady "coś dla ciała, coś dla ducha". Świąteczny creme de la creme :)
4.11.14
dziwny temat
Dziś o posiadaniu brata. Temat dziwny, do tego mało popularny, ale zaryzykuję. Tak sobie pomyślałam, że porządny brat ma wiele ciekawych zastosowań, o których być może nie wszyscy wiedzą, więc czemu nie skorzystać z okazji i zamiast smarować kolejny post o miłości do lamp, nieudanym farbowaniu albo mrocznej jesieni (o tym akurat mogę pisać zawsze), nie skrobnąć czegoś innego. Tak więc skrobię. Brat, oprócz funkcji stricte rodzinnych służy do: a. długich dyskusji. Najlepiej przy bourbonie i do rana (wersja dla osób pełnoletnich, tym, którzy nie ukończyli dwunastego roku życia polecam bitwę na pluszaki. Też jest fajna, wiem bo praktykowałam. b. do sesji fotograficznej. W końcu nie od dziś wiadomo, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach ;) Wystarczy postawić brata pod ścianą (dosłownie i w przenośni) i zaoferować mu sesję zdjęciową w ramach rozwoju własnej pasji i wzajemnych relacji. Brat nie ma wyjścia i w ten sposób powstają fotki jak niżej. Jeśli chodzi o kulturę, sztukę i rozrywkę to dodałabym do tego jeszcze inspiracje muzyczne, wymianę książek (czasem zdań) i wspólne praktykowanie cynizmu podczas rodzinnych spotkań. Trochę wredne, ale kurczę, super sprawa ;)
zdjęcia opublikowane za zgodą modela.
zdjęcia opublikowane za zgodą modela.
28.10.14
środek wyrazu
26.10.14
time
Gdzieś przeczytałam, że "silence is so accurate", skoro tak, jestem usprawiedliwiona ;) Poza tym, jak twierdzi Tom Ford "silence and time are the most luxurious things today". Dziś zmienia się czas. Zyskałam więc trochę luksusu w postaci gratisowej godziny i zastanawiam się na co ją przeznaczyć. Mogę na przykład dłużej pospać, ale pomysł wydaje mi się dość oklepany. Inne opcje to: joga o poranku (mało realne chociaż fajnie brzmi), podszkolenie języka włoskiego (niestety odpada, bo "il miglior modo per imparare una lingua e dedicare molto tempo" - co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że aby dobrze gadać, trzeba poświęcić dużo czasu. Zatem godzina może nie wystarczyć. Owo mądre zdanie, to wszystko, co pamiętam z dwóch lat intensywnej nauki, więc mogę się nie wyrobić. Inny pomysł to telefon do przyjaciółki (dałabym radę, mam ostatnio wprawę ;), ale na wstępie pisałam, że "silence is so accurate" więc będę konsekwentna. Myślę też o godzinie nicnierobienia. No wiecie, tak sobie leżeć i pachnieć chanelem. Opcja niszowa, czysty underground. Niestety nie przejdzie, prędzej zacznę prasować albo nastawię dwa prania. Można by ewentualnie przez godzinę myśleć o swoim życiu, zastanawiać się jakie mogłoby być fajne. Tylko po co się zastanawiać, wolę po prostu fajnie żyć. Pierwszą darmową godzinę wykorzystałam na blogowanie i mimo braku konkretnej strategii, było całkiem przyjemnie :) Co do reszty luksusowych nadgodzin, jakie mnie jeszcze czekają - jestem otwarta na wszelkie pomysły i propozycje :)
18.10.14
short ball ...
czyli krótka piłka (w cudownie kreatywnym tłumaczeniu ;) Nie łudź się, że przeczytasz dziś coś ciekawego Drogi Czytelniku ponieważ a. jest 00:23, a co za tym idzie mogę bredzić, b. po całym dniu spędzonym przed komputerem różne części ciała odmawiają mi posłuszeństwa (oczy i kręgosłup zaczęły już żyć swoim własnym życiem). Tak czy siak wpadam podzielić się brakiem porządku na stoliku kawowym (nie pijam kawy więc chyba jestem usprawiedliwiona) oraz małą ściągą z angielskiego. Na pewno przyda się w kontaktach biznesowych ;)
It's after birds. = Już po ptokach.
It's after birds. = Już po ptokach.
I'll animal to you. = Zwierzę ci się
First from the shore. = Pierwszy z brzegu
Without small garden = Bez ogródek
Kiosk of movement = Kiosk Ruchu
White without = Biały bez
Rail on you! = Kolej na ciebie!
Denmark from chicken = dania z kurczaka
Sugar in one's ankles = cukier w kostkach
Don't turn my guitar. = Nie zawracaj mi gitary
Without small garden = Bez ogródek
Kiosk of movement = Kiosk Ruchu
White without = Biały bez
Rail on you! = Kolej na ciebie!
Denmark from chicken = dania z kurczaka
Sugar in one's ankles = cukier w kostkach
Don't turn my guitar. = Nie zawracaj mi gitary
The weather under the dog = pogoda pod psem
Thanks from the mountain = Dziękuję z góry
Thanks from the mountain = Dziękuję z góry
Room with you!
11.10.14
psychopatologia życia codziennego
Dziś trochę psychologii ciężkiego kalibru, czyli o koloryzacji włosów :) Mechanizm tej uciążliwej ale bardzo powszechnej przypadłości jest następujący: 1. psychomanipulacja. Psychomanipulacja czai się przeważnie na półce w Rossmannie. Jeśli bywasz w drogeriach, a dział z farbami odwiedzasz częściej niż własną babcię, jesteś w grupie wysokiego ryzyka. 2. fiksacja i wyparcie. Kurczowo trzymasz się myśli, że w "pralinie" będziesz wyglądała bosko. Nie dopuszczasz do siebie faktu, że pani na etykiecie ma włosy koloryzowane w photoshopie, a "pralina" to tak naprawdę skrót myślowy, bo trudno żeby producent na tak małym opakowaniu, drukował pełną nazwę czyli "niemrawy bury szatyn"". O składzie chemicznym nie myślisz w ogóle. 3. lęk napadowy. Ma miejsce przy kasie i jest wprost proporcjonalny do długości kolejki. Im dłużej czekasz, tym bardziej się wahasz. Boisz się, że kolor wyjdzie kiepski (jak zwykle) i że chyba zniszczysz sobie włosy (jak zwykle). W wyniku niekontrolowanych objawów psychosomatycznych, kompulsywnie wrzucasz do koszyka odżywkę w promocji, której i tak nigdy nie użyjesz. 4. autodestrukcja. Ma miejsce w zaciszu domowym (najgorsze rzeczy zawsze dzieją się za zamkniętymi drzwiami, w tym przypadku za drzwiami łazienki ;). Kolor wychodzi kiepsko (jak zwykle), niszczysz sobie włosy (jak zwykle), czasem otrzymujesz bonus w postaci podrażnionej skóry. 5. trauma i abstynencja. Wkurzasz się na siebie, choć w głębi duszy podejrzewasz, że to jednak wina Rossmanna. Kolejny raz dałaś się skusić, a miałaś już więcej nie farbować włosów. Obiecujesz sobie, że to już ostatni raz i dopóki nie wyrosną ci siwe odpuszczasz koloryzację. Informujesz o tym przyjaciółkę, męża, teściową (niepotrzebne skreślić), żeby słowo stało się ciałem. Po dwóch miesiącach następuje nawrót objawów i cykl rozpoczyna się od nowa.
Postanowiłam zrobić włosom niespodziankę i tym razem na serio rozstać się z toksycznymi barwnikami. Przerzuciłam się na zioło, konkretnie na hennę. To terapia świadoma i nieodwracalna, bo hennowanych włosów nie można ponownie potraktować chemiczną farbą (kolor może wyjść zielony:). Naturalne barwniki odżywiają i nie podrażniają skóry. No i nie niszczą włosów. Kolor, który wybrałam jest dla mnie zbyt ciemny, ale mam nadzieję że z czasem trochę się wypłucze (zdjęcie poniżej nie oddaje rzeczywistego efektu, ponieważ jest robione w pełnym słońcu). Warto poświęcić kilka długich godzin (bo niestety zabawa w hennę to cholerna babranina), dobrze też za pierwszym razem trafić z kolorem, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;). Dziękuję za uwagę, idę odwiedzić Babcię ;)
Postanowiłam zrobić włosom niespodziankę i tym razem na serio rozstać się z toksycznymi barwnikami. Przerzuciłam się na zioło, konkretnie na hennę. To terapia świadoma i nieodwracalna, bo hennowanych włosów nie można ponownie potraktować chemiczną farbą (kolor może wyjść zielony:). Naturalne barwniki odżywiają i nie podrażniają skóry. No i nie niszczą włosów. Kolor, który wybrałam jest dla mnie zbyt ciemny, ale mam nadzieję że z czasem trochę się wypłucze (zdjęcie poniżej nie oddaje rzeczywistego efektu, ponieważ jest robione w pełnym słońcu). Warto poświęcić kilka długich godzin (bo niestety zabawa w hennę to cholerna babranina), dobrze też za pierwszym razem trafić z kolorem, no ale cóż, nie można mieć wszystkiego ;). Dziękuję za uwagę, idę odwiedzić Babcię ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












